czwartek, 3 października 2013

ANYTHING CAN HAPPEN THURSDAY # 1 COSMETIC TIME TRAVEL

W pierwszy czwartek października chciałabym zapoczątkować kolejny cykl postów. Pomysł na jego nazwę zaczerpnęłam z serialu "Big bang theory", który jako pierwszy od baaaardzo długiego czasu posadził mnie przed telewizorem na kilka odcinków.  Zważywszy iż już jest on emitowany kilku sezonów, to..... mam refleks;) A tak na serio, to po prostu internet z powodzeniem mi telewizję zastępuje.
"Anything can happen Thursday" będzie mnie mobilizował do systematycznego (choc może niekoniecznie cotygodniowego)
przygotowywania postów - niespodzianek.
Dziś zabieram Was w sentymentalną i kosmetyczną zarazem, podróż w czasie.
Czy pamiętacie jakich kosmetyków używały nasze mamy i babcie?
Jestem przekonana iż miały ich o wiele mniej niż kobietki zazwyczaj teraz miewają. Zapewne dlatego też zapadły mocno w pamięci.
Jako mała dziewczynka uwielbiałam przyglądać się pielęgnacyjnych rytuałom mojej mamy, a jej kosmetyki wzbudzały ciekawość.
Mogłam bez końca przyglądać się "magicznej" zielonej pomadce, która zmieniała kolor na ustach. Podobnie urzekało mnie pudełeczko z tuszem do rzęs, który należało zwilżyć przed nałożeniem oraz jednokolorowy, zielony cień do powiek.
Szczególnie jednak zapamiętałam szafirowe, szklane flakoniki z kosmetykami "Pani Walewska".
 To własnie przypadkowe spotkanie z kremem tej firmy, podczas wizyty w aptece z polskimi produktami, przywołało wspomnienia.
 Byłam zdumiona, ale i wzruszona, bo nie myślałam iż jest on nadal w sprzedaży.  Wiedziona sentymentem postanowiłam sprawdzić co jeszcze jest teraz dostępne. Znalazłam nawet kiedyś stronę internetowa z kosmetykami z lat 80/90, ale bylam przekonana że nie są to nowe produkty. Jakież było moje zdziwienie jak zostałam wyprowadzona z błedu...
Okazało się iż szminki pamiętnej Celii  są w regularnej sprzedaży. Nawet te zmieniające kolor!

Podążanie za nowościami oraz ograniczony dostęp do polskich kosmetyków sprawił że nie śledziłam na bieżąco rynku.
Po wspomnianych odkryciach narodził się pomysł, aby te kosmetyki kupić.
Dzięki uprzejmości siostry mogę cieszyć moje oczy kilkoma drobiazgami, prawie identycznymi jak te z dzieciństwa.


Oprawa tych pomadek do ust jest przepiękna, co jest przemiłym zaskoczeniem patrząc na ich niskie ceny.
Z przyjemnością je eksponuję w swoich kobiecych zakątkach domu.


W złotym opakowaniu to pomadko - błyszczyk w delikatnym kolorze "nude"o zapachu poziomkowych landrynek.
Utleniająca szminka (nr 3) jest praktycznie bezzapachowa.


Obie są w klimacie delikatnego różu, który w przypadku utleniającej można stopniować do mocniejszego.
Utrzymuje się ona na ustach długo, i nawet po straceniu efektu nabłyszczenia usta są napuszczone kolorem.
Nałożenie zbyt grubej warstwy odcienia nude niestety nie daje ładnego efektu. Mam wrażenie iż smarowidełko się waży i podkreśla suche skórki.
Jako błyszczyk sprawdza się natomiast doskonale. Ogromnym plusem jest efekt nawilżenia.


Pomadka utleniająca na moich ustach:


Poniżej, wspomniany już flakonik i elegancko uformowane mydełko od Miraculum.
Jestem pewna że nie nałożę na siebie tego pachnidełka, ale przyjemnie jest go otworzyć i na nucie zapachu przenieść się na chwilę do czasów dzieciństwa.



Napisałam Wam o moich kosmetycznych wspomnieniach.
 Chętnie przeczytam o Waszych, jeśli zechcecie się nimi podzielić!
Z góry serdecznie za nie dziękuję!

Pozdrawiam!
PS. Niniejszy wpis zgłaszam do wyzwania u ABily Secretly:




10 komentarzy:

  1. ale fajny post, ja z nostalgią wspominam słoiczki 'pani walewskiej', flakoniki 'być może' oraz krem z bławatkiem firmy ktorej niestety nie pamiętam a moja +mama go używała, moje pierwsze kosmetyki pielegnacyjne to własciwie tylko kremy firmy ziaja do ktorej stale mam sentyment i zawsze coś przy okazji pobytu w PL kupuje.O szminkach Celii nie słyszałam nigdy wczesniej aż do niedawna gdy to youtuberki odkryły ja na nowo:)I oczywiscie bardzo chetnie wyprubuje;)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko! "Być może" również były mocnym kandydatem, ale tym zrezygnowałam. Być może;) niebawem I na nie przyjdzie pora.
      Cieszę się że Ci się wpis spodobal:)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. To ja tu czekam i czekam na Twój powrót. Martwię się, że nie wrócisz. A Ty od miesiąca działasz w blogosferze?! Czy Pani chce reprymendę porządną dostać? Co to za porządki?
    Ładny ten nowy blog, zatem czekam już spokojnie na kolejne wpisy. :))
    Aż jestem zdziwiona, że Celia nadal istnieje i szminka utleniająca!
    Pozdrawiam Cię ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reprymendę przyjmuję i jednocześnie pragnę się usprawiedliwić. Posty pojawiały się już od pierwszego września, ale chciałam rozpocząć zapraszanie moich gości nieco później. Tak aby był już jakiś przegląd tego o czym będe pisać:)

      Ewuniu! Bardzo mi miło iż dołaczyłaś do obserwatorów mojego nowego zakątka! Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  3. Nic dziwnego że spotkałaś "Panią Walewską" ja kiedyś wysłuchałam w wiadomościach że kosmetyki tego typu są produkowane głównie na eksport :) taki chwyt marketingowy żeby przypomnieć Polakom na emigracji to co polskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chmurko:) Zatem mnie "chwycili" marketingowo;) Musi być na świecie więcej takich sentymentalnych romantyków....

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach! Pani Walewska! Ja uwielbiałam te słoiczki po kremach - mają taki piękny kolor! Świetna podróż w czasie! Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam Panią Walewską, a pomadki Celia używam sama i jestem z nich zadowolona :)
    Z sentymentem natomiast wspominam pewne święta Bożego Narodzenia, gdy jako małe dziecko zakupiłam Tacie na prezent wodę ogórkową, a kochany Tata przez kilka lat ją trzymał w łazience bo żal było mu ją wyrzucić ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspomnień czar :) moja siostra miała taka pomadkę i otaczała kultem :)))
    Tez mam Celie nawet kupilamsobie 3 sztuki bo te pomadki nude sa cudowne - niska cena i dobra jakosc .

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze!